niedziela, 12 listopada 2017

Drugie dziecko, Charlotte Link

Autorka Charlotte Link nie jest mi obca. Bardzo dużo czytelników zachwala jej książki, w tym też moje koleżanki. Sięgając po Drugie dziecko spodziewałam się doskonałego kryminału, może z małym wątkiem obyczajowym. A co mogę powiedzieć teraz, gdy jestem już po lekturze i próbuję jakoś poskładać swoje myśli do kupy?

"W sennym nadmorskim miasteczku w północnej Anglii bestialsko zamordowano studentkę. Policja drepcze w miejscu, gdyż morderca nie zostawił żadnych śladów. Parę miesięcy później, w pobliżu samotnej farmy, zamieszkałej przez zdziwaczałego wdowca i jego córkę, zostaje popełniona kolejna zbrodnia. Tym razem ofiarą pada starsza kobieta. Ambitna i żądna sukcesu komisarz Valerie Almond za wszelką cenę pragnie złapać sprawcę. Podejrzewa, że klucz do rozwiązania tajemniczych morderstw tkwi w przeszłości rodziny drugiej z ofiar. Nie przypuszcza jednak, że tajemnica będzie sięgać aż czasów drugiej wojny światowej, kiedy to w miasteczku pojawiła się dwójka dzieci z ewakuowanego Londynu. Valerie odkrywa, że wszelki ślad po jednym z dzieci, niedorozwiniętym umysłowo chłopcu, zaginął. Co się stało z drugim dzieckiem? Jaką mroczną tajemnicę kryje odludna farma i jej dziwni mieszkańcy?" ~ lubimyczytac.pl

Postacią, która najbardziej rzuciła mi się w oczy jest Gwen. Jest to niezbyt zaradna, stale trzymająca się ojca kobieta. Mimo powtarzania jej, że powinna coś zrobić ze swoim życiem, ona uparcie trwa u boku swojego ojca. Aż w końcu poznaje Dave'a Tannera, który wkrótce się jej oświadcza. Od początku, gdy tylko się pojawił wiedziałam, że jest z nim coś nie tak. Przecież Gwen nie jest ani ładna, ani jakoś szczególnie sympatyczna.

Poznałam również Loise, która jest po rozwodzie, Jennifer oraz Colina, czyli małżeństwo spędzające wakacje u rodziny Beckettów.

Zastanawiacie się pewnie, dlaczego jeszcze nie wspomniałam o morderstwach z opisu? To dobre pytanie.

Prawda jest taka, że nie chcę Wam przez przypadek czegoś zdradzić. Moim zdaniem te zdarzenia zostały całkowicie zepchnięte na dalszy plan, a główna rola przypadła osobistym dramatom bohaterów.

Jak już wcześniej wspomniałam myślałam, że będzie to kryminał z krwi i kości, ale dostałam dziwną powieść obyczajową z wątkiem kryminalnym. Tak naprawdę dopiero od ok. 300 strony zaczęło się dziać cokolwiek wartego uwagi. Czytając męczyłam się okropnie i wcale nie poprawiał tego fakt, że wszystko dookoła wydawało się być ciekawsze od tej książki.

Pierwsze spotkanie z panią Link nie zaliczam do szczególnie udanych. Być może kiedyś jeszcze sięgnę po którąś z jej powieści, ale nie stanie się to prędko.