niedziela, 18 lutego 2018

After. Ocal mnie, Anna Todd

Od kiedy skończyłam drugi tom serii After minęło sporo czasu. Długo zabierałam się do czytania trzeciego tomu, później doczytałam go do połowy i odstawiłam na półkę, aż w końcu stwierdziłam, że muszę go skończyć. Choć nie mogłam się przekonać do tej książki, to udało mi się ją przeczytać i muszę przyznać, że... a, dowiecie się tego później.


Tessa wyjeżdża do Seattle i zostawia Hardina. Mimo, że wybaczyła mu jego błędy, to jednak chce się zdystansować od wszystkich wydarzeń i odpocząć. Kiedy wszyscy jej przyjaciele okazali się największymi wrogami, jedyną osobą na której może polegać jest Zed...

A teraz zacznie się moje narzekanie.

Ja rozumiem, że autorka chciała czytelnika wprowadzić w taką akcję, że musi on być "zafascynowany" tymi ciągłymi kłótniami głównych bohaterów, ale. ALE! Ileż można?
Na szczęście w tej części wszystko to zwolniło, ze względu na rozłąkę Tessy i Hardina, lecz i tak bywały momenty, kiedy miałam ochotę rzucić tą książką o ścianę i odejść w drugą stronę.

Myślę, że to głównie przez to tak opornie szła mi lektura Ocal mnie. Męczył mnie ten ciągły schemat, czyli kłótnie i seks na zgodę.

Ogromnie natomiast zaskoczyło mnie pojawienie się w życiu Tessy pewnej osoby i to, z jaką łatwością ta osoba wbiła się w całą akcję.
Z kolei okazjonalne pokazywanie się Zeda, który najwidoczniej szuka zaczepki u Hardina mnie denerwowało, chwilami nawet bardzo. Nie lubię takich natrętnych wręcz ludzi, a mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że według mnie Zed właśnie taki jest. Jest natrętny i nie potrafi trzymać się od Tessy z daleka, choć dziewczyna też taka święta nie jest.

Ale, żeby nie było że cała ta książka ma wady. Jestem pod dużym wrażeniem jak autorka wykreowała zmianę zachowania u Hardina. Kiedy jego dziewczyna wyjeżdża on, zaczyna chodzić na siłownię, aby tam wyładować złość, co według mnie jest naprawdę dobrym pomysłem, zwłaszcza dla niego. Chyba wszystkie osoby, które czytały After wiedzą, jaki problem z agresją ma właśnie ta postać.

Przechodząc już do zakończenia tego tomu, to muszę powiedzieć, że Anna Todd lubi zrzucić taką bombę na odbiorcę swojej powieści. Tutaj jest tak nudno, schematycznie, ciągle to samo, a nagle przychodzi pewien moment (dosłownie kilka stron przed końcem), kiedy wszystko wywraca się do góry nogami i czytelnik zbiera przez kolejne dziesięć minut szczękę z podłogi. Choć jest to niezłe zagranie, no bo wiedzeni ciekawością musimy sięgnąć po kolejną część, to moim zdaniem gdyby wyciąć połowę zbędnych dialogów, to książka nie miałaby stron prawie 900 tylko jakieś 400.

Podsumowując powiem, że fajerwerków nie było, spodziewałam się chyba czegoś BARDZIEJ, a dostałam zlepek kłótni, seksu i innych problemów. Dopiero końcówka okazała się jako tako ciekawa i kurcze, ja chyba naprawdę sięgnę po kolejny tom, żeby dowiedzieć się co dalej.
Jak na tą chwilę, jest to najsłabszy tom z całej serii.