środa, 14 stycznia 2026

(1339) My przed, my po, Jenny Valentine

 

(grafika tymczasowa)

Tytuł oryginału: Us in the Before and After
Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 27.08.2025
Liczba stron: 240
Literatura młodzieżowa

O powieści Jenny Valentine słyszałam dosłownie kilka razy przy okazji jej premiery. Później książka ta gdzieś mi umknęła, a ja przyznam szczerze, że odrobinę o niej zapomniałam. Kiedy jednak pojawiła się możliwość jej zrecenzowania, na nowo narodziła się we mnie chęć jej przeczytania. Coś podpowiadało mi, że może być to pozycja, która mnie zachwyci. Czy tak się faktycznie stało? Odpowiedź w poniższej recenzji. 

Dwie przyjaciółki, które wydają się nierozłączne. Jeden wieczór, który całkowicie odmienia ich życie. Nagła śmierć, która całkowicie przekreśliła możliwość dalszego życia w normalności. Jak silna może okazać się przyjaźń w obliczu tragedii? Czy jedna osoba jest w stanie wrócić do swojej normalności, lecz już bez towarzystwa jednej z najbliższych jej osób? 

Jak na książkę, która liczy sobie całkiem niewiele stron, odnalazłam w niej naprawdę duży ładunek emocjonalny. Co więcej, został on na mnie zrzucony właściwie już od pierwszej strony, a ja przez swoją ciekawość brnęłam dalej w tę historię, by poznać jej zakończenie. No, muszę przyznać, że jest coś takiego w tej pozycji, co mnie jednocześnie poruszyło, ale z drugiej strony... rozczarowało. 

Główną bohaterką powieści jest Elk, która bardzo przeżywa utratę najbliższej jej osoby. Nie do końca potrafi sobie poradzić z tą brutalną rzeczywistością, a i jej rodzina też nie do końca akceptuje fakt, iż nastolatka tak często wspomina o Mab. Jeśli mam być szczera, to chyba nie do końca umiem stwierdzić, czy jest to bohaterka pozytywna, czy negatywna. Z pewnością jest bardzo pogubiona, a to zagubienie wylewa się wręcz z każdej kolejnej strony. Myślę, że to świadczy o tym, jak dobrą pracę wykonała autorka, jeśli chodzi o kreację tej bohaterki. Elk jest pogubiona, jest zrozpaczona, ale jakoś stara się trzymać w ryzach, lecz czy jej to wychodzi? No cóż. 

Fabuła powieści bardzo mocno opiera się na przeżywaniu żałoby, w szczególności w przypadku młodej osoby, która musi na nowo zaprogramować sobie swoje nastoletnie życie. Nie można ignorować faktu, że wiele relacji, które nawiązujemy w wieku nastoletnim, nas kształtują i mają wpływ na nasze późniejsze życie, więc i Elk musi na nowo przystosować się do “nowej” rzeczywistości. Ten smutek, ta rozpacz i brak chęci pogodzenia się z losem pojawia się na każdej ze stron książki, czyniąc ją naprawdę przygnębiającą, po prostu. Nie umiem chyba odnaleźć w tej powieści bardziej pozytywnych momentów, poza tymi, które są retrospekcjami i przedstawiają życie Elk przed tym wszystkim. 

Jenny Valentine zdecydowanie ma bardzo dobre pióro, a jej umiejętność kreacji postaci, przedstawienia tak trudnego tematu, jakim jest utrata kogoś nam bliskiego i umiejętność zwodzenia czytelnika aż do ostatniej chwili są tego doskonałym przykładem. Książka ta w pewnym stopniu okazała się nie do końca taka, jak tego oczekiwałam, co mnie na swój sposób rozczarowało. Jednak z drugiej strony otrzymałam powieść, która chwilami przypominała poetycką wręcz opowieść o żałobie i próbie układania sobie życia na nowo, więc nie mogę się na tę książkę złościć. Dodajmy do tego fakt, jaki plot twist zafundowała tutaj autorka i... chyba brakuje mi odpowiednich słów. Poniekąd nadal to przeżywam. 

My przed, my po to taka książka, po którą się sięga z ciekawości, a która okazuje się tak... pochłaniająca, przygniatająca czytelnika, że nie sposób przestać o niej myśleć. Myślę, że nie wszyscy poczują się tak zafascynowani tą lekturą, ja jednak odnalazłam w niej wiele emocji, które czasami bardzo ciężko jest przelać na papier, a autorka tego dokonała. 

Jeżeli poszukujecie ciekawej, wciągającej i jednocześnie bardzo emocjonalnej powieści, to ten tytuł jest tym, na który warto zwrócić uwagę. 


[Współpraca]

My przed, my po do kupienia na Bonito

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz