piątek, 30 marca 2018

Krótki abdejt z życia, czy jakoś tak...

No cześć.
Dziś nie będzie ani o książkach, ani o muzyce. Będzie to taki post o wszystkim i o niczym. Poopowiadam Wam trochę o moim prywatnym życiu, choć pewnie nikogo to nie obchodzi, ale chyba muszę kilka rzeczy tutaj wyjaśnić.



Może na początek opowiem o tym, dlaczego posty pojawiają się tak nieregularnie. 

Oprócz tego, że mam na głowie maturę (to znaczy, najpierw zaliczenie roku, dopiero później maturę...) to jeszcze zaczęłam pracować. Tak! Ten leń, który zawsze mówił, że MUSI iść do pracy, ale nic więcej oprócz gadania nie robił, ma pracę. Prawdopodobnie gdyby nie moja siostra, która i podsunęła i pomogła mi z realizacją tego pomysłu, dalej siedziałabym w domu i dalej gadałabym, jak to fajnie byłoby mieć pracę. Praca jest naprawdę w porządku, trafiło mi się przesympatyczne szefostwo, które jest wyrozumiałe jeśli chodzi o sprawy szkolne. Ponadto moje obowiązki nie są szczególnie wymagające, więc to jest najbardziej na plus.

A tak właściwie to czemu poszłam do pracy?

Pierwszy powód: chcę zarobić na prawo jazdy. W związku z moimi planami na przyszłość (o tym za chwilę), chcę i potrzebuję pójść na kurs. Nie widzi mi się tłuc pociągami i autobusami tak na dłuższą metę, bo to bywa naprawdę męczące.

Moje plany na przyszłość, które mam nadzieję, że wypalą.

Choć w ciągu ostatnich 3-4 miesięcy wydarzyło się bardzo dużo rzeczy, które namieszały mi w głowie, to teraz mam taką "stabilizację" i wiem, czego chcę od życia. Jestem na 99% zdecydowana na studia i życie we Wrocławiu. A jakie studia? Najpierw związane z logistyką, a później chciałabym ukończyć również studia pedagogiczne. Wiele lat marzyłam skrycie i zostaniu nauczycielem, więc stwierdziłam, że co mi szkodzi spróbować swoich sił jako nauczyciel przedmiotów zawodowych, tutaj: logistyki? Przecież mogę sobie tak popracować przez kilka lat, a później kiedy będę miała już wszystko ustabilizowane na 100% (rodzina, dom, itd.) mogę spróbować swoich sił w innej pracy. A może założę swoją własną firmę? Kurcze, tak sobie myślę teraz, że ludzie często nie zdają sobie sprawy, jakie możliwości daje nam całe życie. Poddają się już na starcie, rezygnują ze swoich marzeń, planów. Ale po co? Życie jest zdecydowanie za krótkie na wieczne poddawanie się i rezygnowanie ze spełniania swoich marzeń.

Już tutaj poleciałam za bardzo, więc proszę wybaczcie mi to.

Jeśli chodzi o sprawy książkowe, to... Mam okropną niemoc 'twórczą', nie mam ochoty czytać i jakoś tak dziwnie. Ilekroć siadam do napisania recenzji, kończę na wstępie. Bo po prostu nie mam pojęcia jak ubrać w słowa swoje odczucia i refleksje na temat danej lektury. Nie wiem, postaram się to albo przemóc, albo przeczekać kilka dni. Jak mi to wyjdzie, nie mam bladego pojęcia, ale na pewno nie chcę rezygnować z bloga, bo to jest moje małe dziecko, a z dzieci przecież nie wolno tak łatwo zrezygnować.

Chciałabym też napisać coś o swojej przyszłej maturze, bo to też odpuściłam.
Polecajki wrócą. Nie wiem jeszcze kiedy, ale muszę wrócić, bo tęsknię za możliwością polecania Wam piosenek.

No i tak. Oprócz tego wszystkiego wydarzyło się również kilka rzeczy, ale o nich wolałabym na razie nic nie mówić. Jak wyjdzie, to Wam o tym opowiem. Malutkimi kroczkami do przodu. A na zakończenie Sulin i jego Lot.

KLIK