wtorek, 5 czerwca 2018

Naturalna kolej rzeczy, Charlotte Wood

Choć opis książki Charlotte Wood mnie naprawdę zaciekawił, to jednak coś mi w niej nie pasowało.

Już na początku poznajemy Yolandę, która budzi się w towarzystwie nieznanej kobiety, w nieznanym jej miejscu. Obie kobiety nie mają pojęcia dlaczego tam trafiły oraz nie pamiętają momentu porwania. Później okazuje się, że zostały uwięzione razem z kilkoma innymi kobietami w odosobnionym ośrodku w Australii.

Zacznę od tego, że powieść moim zdaniem zdecydowanie nie przedstawia "świata zdominowanego przez mężczyzn". Tak nie było, a na pewno nie w ośrodku. Kobiet pilnowało dwóch mężczyzn, z których jeden był naprawdę okropny. Wyzwiska, bicie, psychiczne znęcanie się. Wyglądało to tak, jakby chciał się na tych biednych kobietach zemścić. Za co? Może za to, że po prostu tam są.
Drugi z mężczyzn natomiast był współwinny, ponieważ nie powstrzymywał swojego kolegi, choć sam kobiet nawet nie tknął.

Jeśli chodzi o mieszkanki ośrodka, to za bardzo nie wiem co o nich powiedzieć. Każda z nich na swój sposób była wyjątkowa, choć wszystkie łączyło jedno: nienawiść do mężczyzn z ośrodka. Czy połączyła je przyjaźń? No, nie nazwałabym tego przyjaźnią na całe życie, ale jakaś więź między nimi na pewno się pojawiła.

Przechodząc już do fabuły.
Szczerze mówiąc, ja dalej nie wiem co miała ukazać historia opisana w tej książce. Może to jak ludzie się jednoczą w obliczu zagrożenia i strachu? Albo to, że jednak kobiety potrafią być silniejsze od mężczyzn? No nie wiem sama. W pewnej scenie, na początku książki jest opisane jak kobiety ubrane w dziwne, workowate stroje oraz z ogolonymi głowami są, nazwijmy to, "wyprowadzone na spacer". Ta właśnie scena bardzo, ale to bardzo skojarzyła mi się z jakimś obozem koncentracyjnym.

Kolejne, ostanie już pytanie: czy rzeczywiście jest to powieść grozy?
W jakiejś części jest, ale w naprawdę bardzo małej. W tej książce szaleństwo, które stopniowo opanowywało młode kobiety nie napawało mnie grozą, a litością.


Jest to powieść dość specyficzna i dosyć ciężka, zarówno przez ładunek emocjonalny (emocje jakie by nie były, jednak występowały podczas czytania) jaki za sobą niesie oraz przez język, jakim posługuje się autorka. Mnie nie do końca przypadła do gustu, ale kto powiedział, że nie spodoba się ona wszystkim? Myślę, że na pewno znalazłyby się osoby, które szczerze by tę pozycję pokochały.



Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.