wtorek, 26 czerwca 2018

Czarodziej Magnus, Mikołaj Blechert

Książki o czarodziejach lubię, zazwyczaj okazują się być naprawdę dobre i powiedzmy, że rozsiewają swoją magię dookoła. Zazwyczaj. Pozwólcie, że przedstawię Wam czarodzieja Magnusa, który momentami doprowadzał mnie do szewskiej pasji. :)



Magnus, jak mówi tytuł jest czarodziejem. Wyrusza on na wędrówkę... dosyć długą wędrówkę. Na swojej drodze spotyka wielu ludzi oraz nie do końca ludzi (pięknie to ujęłam, nie ma co), którzy dzięki swoim- nazwijmy to: mądrościom życiowym- pomagają mu odkryć kim tak naprawdę jest.
A kim on jest? Do tej pory tego nie wiem.

Zacznę od tego, że główny bohater na początku wydał mi się naprawdę sympatycznym młodzieńcem, z sarkastycznym poczuciem humoru. Niestety im dalej w las, tym gorzej... Po czasie zachowanie Magnusa zaczęło mnie po prostu irytować.

Jego zachowanie względem kobiet również pozostawia wiele do życzenia. Widzi piękną kobietę, w której z miejsca się zakochuje. A nawet jeszcze z nią nie rozmawiał! Później, gdy ta kobieta odchodzi w cień, on już ląduje w łóżku z drugą niewiastą. Trzeba przyznać, że kochliwy z niego czarodziej.

Język, jakim posługuje się tutaj autor, jest dość specyficzny. Znalazłam tutaj dużo słów, których mam wrażenie, że  rzadko kto używa. Przykładami są: "tegoż", "chociażby", "czymże". Nie wiem, mnie ten styl się nie spodobał. Po dłuższym namyśle, mogę przyrównać ten styl do stylu oficjalnego, którym posługują się przykładowo osoby w urzędzie, a nie w życiu codziennym.

Kreacja głównego bohatera jest po prostu nudna. Jak wspomniałam wyżej, został on ukazany jako bardzo kochliwy bohater, a na dodatek pijus o sarkastycznym poczuciu humoru, gdzie ten humor jest chyba jedyną zaletą tego bohatera. Mimo tego, miałam wrażenie, że Magnus nie wyraża jakichkolwiek uczuć i jest totalnie płaską postacią.

Niestety ta książka mnie dość rozczarowała, choć pokładałam w niej szczere nadzieje.



Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Novae Res.