wtorek, 29 sierpnia 2017

Sny Morfeusza, K.N. Haner

Drogie Panie!
Zastanawiałyście się kiedyś, jakby to było, gdybyście miały ognisty romans ze swoim szefem? Jeśli tak, to z pewnością ta książka jest idealna dla Was.
(okładka: lubimyczytac.pl / zdjęcie tymczasowe)

Od razu uprzedzam: nie jest to na pewno recenzja w pełni profesjonalna, a bardziej moje przemyślenia na temat tej powieści. Z pewnością będzie to najbardziej nietypowa opinia, jaką kiedykolwiek napisałam. 

Już na początku poznajemy Cassandrę Givens, czyli naszą główną bohaterkę, która ma właśnie odbyć rozmowę o pracę. Ukończyła naukę w jednym z najlepszych uniwersytetów w Toronto na wydziale architektonicznym. Jest to chyba najbardziej denerwująca postać w całej powieści, ale z drugiej strony, gdyby nie było Cass- cała książka nie miałaby takiego charakteru, jaki ma teraz. 
Bogowie! Ile ja się na nią naprzeklinałam, nakrzyczałam i nazwymyślałam? Mówi, że nie może być z Adamem, ponieważ on nie jest odpowiedni dla niej, ale wystarczy tylko jedno jego słowo, a już pędzi w podskokach do niego. 

Skoro o Adamie wspomniałam... Jest to taki typ postaci z którym się jeszcze w żadnej książce nie spotkałam. Jest zboczonym, aroganckim dupkiem, który jakimś dziwnym trafem upatrzył sobie właśnie Cassandrę na swoją "ofiarę". Ludzie powiadają, że Grey był zboczeńcem i sadystą, ale nie poznali Adama McKeya. O nie. Przy nim Grey wydaje się być potulnym barankiem. 

Moim zdaniem najbardziej sympatycznym bohaterem w książce K.N. Haner jest Tommy, którego główna bohaterka poznaje w klubie. Jest to tak pozytywny człowiek, że ja się zastanawiam co on tam tak właściwie robi. Jest miły, uprzejmy i inteligentny, ale mimo to Cass zaczyna romansować z tym przeklętym Adamem/ Morfeuszem (prawie nigdy nie wiadomo kim jest aktualnie).  

Po za tą trójką w książce przewijają się także takie postacie jak: rodzice tychże bohaterów, kuzynka Cassandry, jej chłopak oraz brat tegoż chłopaka. 

Fabuła książki może wydawać się znajoma i mnie osobiście trochę przypominała fabułę 50 twarzy Greya, z tą różnicą, że tutaj K.N. Haner ma zdecydowanie lepszy warsztat pisarski oraz głowę pełną pomysłów. Kiedy już myślałam, że akcja zacznie toczyć się jednym torem, nagle następowało coś, co całkowicie obracało cały bieg wydarzeń. Ile razy miałam tak, że chciałam odłożyć tą pozycję na bok, ale autorka skutecznie zatrzymywała mnie przy sobie.

W Snach Morfeusza czytamy o uzależnieniu od drugiej osoby, bo zachowania Cassandry nie mogę nazwać inaczej. Ciekawostką jest to, że nie tylko o tym czytamy, ale sami stajemy się uzależnieni: od akcji, od bohaterów oraz od całej fabuły. Z jednej strony jest to naprawdę świetne, że autorka tak dobrze wykreowała swoich bohaterów oraz świat przestawiony, ale z drugiej bywa to trochę upierdliwe, kiedy nie możemy zrobić nic ważnego, bo książka tak bardzo nas pochłania. 

Relacja między Cassandrą, a Adamem to istny rollercoaster emocji. Nie mam pojęcia, jak dałam radę to znieść, ale skończyłam tą powieść bez żadnych objawów zawału serca. Zakończenie tej książki okazało się naprawdę zaskakujące i jestem ogromnie ciekawa jak akcja potoczy się dalej, ale na razie chcę odpocząć przed rozpoczęciem drugiej części. 


Książkę czyta się bardzo szybko mimo tej okropnej czcionki, jaką jest napisana. Polecam gorąco, jeśli lubicie takie historie, ale przed rozpoczęciem przygody z Morfeuszem, upewnijcie się, że Wasze nerwy są ze stali. 





Za egzemplarz do recenzji bardzo dziękuję wydawnictwu Editio