środa, 30 sierpnia 2017

Szeptucha, Katarzyna Berenika Miszczuk

Jestem żywym przykładem na to, żeby nie wierzyć do końca super pochlebnym recenzjom, ponieważ moje oczekiwania nijak mają się do stanu rzeczywistego.




Gosia zostaje zmuszona do spędzenia całego roku u Szeptuchy, u której ma odbyć roczne praktyki lekarskie. Kobieta nie jest zbyt zachwycona taką perspektywą, ale jak mus to mus. Podczas pobytu tam poznaje mieszkańców wsi i klientów Szeptuchy, uczy się jak leczyć za pomocą roślin i ziół, a także odnajduje miłość...

Aby ta recenzja nie okazała się całkowicie niepochlebna, na początek zaczniemy od plusów książki.
Genialny pomysł z wykorzystaniem mitów słowiańskich. Jestem naprawdę pod wrażeniem. Szczerze mówiąc o zdecydowanej większości przesądów i innych rzeczy związanych ze słowianami, dowiedziałam się właśnie dzięki Katarzynie Berenice Miszczuk. Kurczę, na rynku jest przesyt powieści z wątkami mitologii greckiej czy rzymskiej, ale o mitach słowiańskich bardzo mało się słyszy, a szkoda.

Bardzo dobrze zarysowane miejsca akcji. Las, który dosyć często występował, został opisany w taki sposób, że ja nie wiedząc nawet gdzie to jest, potrafiłam go sobie wyobrazić. Każde drzewo, każdą polankę, wszystko! Tutaj należą się gromkie brawa dla autorki.

Czas akcji, który jest co najmniej dziwny. Niby mamy XXI wiek, ale Polska nadal ma swojego króla. Wszystko przez tego Mieszka I, który nie przyjął chrztu w 966 roku. Śmieszne uczucie, kiedy czyta się o internecie i najnowszych modelach telefonów, a w tle przewija się informacja o królu Polski. Jednak bardzo mi się to spodobało, ponieważ ma taki klimat, który szalenie mnie fascynuje.
To by było na tyle z pozytywów.

Największym minusem jest główna bohaterka, której po prosto nie cierpię. Jestem w stanie porównać ją nawet z laską z Wyznań zakupoholiczki. Jest równie irytująca i gdyby nie ona, książka zyskałaby ocenę 6. Jej uprzedzenia do wszystkich mieszkańców wsi, do samej Szeptuchy i wybrzydzanie wydało mi się bardzo, ale to bardzo dziecinne. Zakładanie "antykleszczowego" stroju na wyjście do lasku, na poszukiwanie ziół. Serio, Gośka? Nie wiem czy będę w stanie przeczytać kolejne części, bo obawiam się, że mogłoby to się źle skończyć. Zarówno dla mnie jak i dla książki. Pojawia się Gośka, a mnie nóż się w kieszeni otwiera. Ach i jej obsesja na punkcie bakterii i innych zarazków! Lekarze naprawdę mają coś takiego, że boją się dotknąć czegokolwiek z obawy przed zarazkami? Nie wiem. Ta bohaterka nie podpasowała mi i nie mam zamiaru się z nią męczyć.

Tytułem podsumowania: jest to książka naprawdę dobra (pomijając Gosławę) i czyta się ją bardzo szybko. Autorka ma lekkie pióro i to widać bardzo dobrze. Potrafi rozbawić, ale również solidnie wystraszyć. Polecam dla ludzi o mocnych nerwach :)