czwartek, 10 września 2020

(614) Jej wina i grzech, Meghan March


Tytuł oryginału: Guilty as Sin
Cykl: Bogactwo i grzech (tom 2)
Tłumaczenie: Edyta Stępkowska
Wydawnictwo: Editio
Data wydania: 21.07.2020
Liczba stron: 248
Romans 


Jakiś czas temu sięgnęłam po kolejną trylogię Meghan March, której twórczość w tym roku naprawdę polubiłam. Choć historia Whitney i Lincolna niekoniecznie mnie porwała, to bardzo chciałam poznać ciąg dalszy. Tak więc Jej wina i grzech już za mną i mogę podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami na temat tej pozycji.

Whitney od początku wiedziała, że jej relacja z Lincolnem nie ma prawa bytu. Nie chodziło tylko i wyłącznie o stanowisko ich rodzin, ale także o to, że los nie dopuści do tego, by mogli być razem. Ponadto, kobieta ciągle była oskarżana o coś, czego nie zrobiła, więc po co się starać — przecież jej wina zawsze była oczywista. Jednak Lincoln też nie jest w tym wszystkim zbyt szczęśliwy: jego ukochana miała kiedyś męża, który prawdziwe piekło potrafi rozpętać nawet po śmierci, o czym przekonuje się cała rodzina Riscoffów. Jak mają poradzić sobie z tym całym bajzlem, a w dodatku z rodzinami, które niezbyt zasługują na, choć cień zaufania?

Zacznę od wszystkich plusów, jakie udało mi się znaleźć w tej książce. Przede wszystkim muszę wspomnieć o tym, że ta część była zdecydowanie ciekawsza i bardziej wciągająca niż poprzednia. Tak naprawdę nie szło się oderwać od tej historii, ponieważ tak bardzo ona pochłania czytelnika. Zwroty akcji także zasługują na wspomnienie, ponieważ Meghan March przeszła chyba samą siebie. Ciągle coś się działo, a wszelkie zaskoczenie tylko uatrakcyjniały tę historię.

Jeśli chodzi o głównych bohaterów, to... Whitney, która w pierwszym tomie była mi tak naprawdę obojętna, tutaj zdobyła jakoś tę moją sympatię. Udało mi się z nią zżyć, przejęłam się jej losem i tym, jak musi radzić sobie ze skutkami błędów z przeszłości, a kiedy wszyscy obwiniali ją o coś, czego nie zrobiła — było mi jej naprawdę szkoda. Mogę się nawet posunąć do stwierdzenia, iż tutaj autorka o wiele bardziej dopracowała kreację tej postaci, co wyszło tylko na dobre.

Jeśli chodzi o Lincolna, to jego nadal bardzo lubię i choć jego porywczość i zbyt szybkie wyciąganie wniosków nie do końca były dobre, to przymknęłam na to oko. Tak naprawdę, gdyby nie to, postać ta byłaby trochę nudna, a inni czytelnicy mogliby łatwo skreślić tę historię za to, że jest miałka, nieciekawa i przewidywalna. A tak? Jest ten element zaskoczenia. 😉

Natomiast Jej wina i grzech ma dwa minusy. Pierwszym jest cholernie głupie zakończenie, które przypominało mi te wszystkie zakończenia odcinków w hiszpańskich telenowelach. Kojarzycie? Kiedy wciągacie się w coś tak mocno, a kończy się to nagle, szybkim cięciem i to w dodatku takim dramatycznym, aż za bardzo. Tutaj było to samo i niekoniecznie mi to pasowało, choć jeżeli innym czytelnikom takie zakończenie się podobało, to bardzo się cieszę!

Drugim minusem, takim już największym jest to, że ta książka za szybko się kończy. Człowiek chciałby jeszcze posiedzieć, poczytać i bardziej wciągnąć się w tę książkę, a tu brutalny koniec. Jak tak można? Drodzy pisarze, proszę o poszanowanie uczuć czytelników.

Jak więc można słusznie zauważyć, Jej wina i grzech to książka dobra, wciągająca i zdecydowanie zasługująca na jej polecenie — zwłaszcza dla tych, którzy uwielbiają gorące romanse, w których nie zabraknie dramatów. No i cóż... nie mogę doczekać się trzeciego tomu.


Za egzemplarz ślicznie dziękuję wydawnictwu

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza