niedziela, 7 lipca 2019

Alexa i Katie - kolejny nudny serial dla nastolatków?

Dawno nie pojawiało się tutaj nic na temat seriali. Wynikało to z faktu, że zaczęłam ich zbyt wiele i nie wiedziałabym, o czym mam pisać, więc chciałam poczekać, aż jakiś skończę. Niedawno na moim ukochanym Netfliksie odnalazłam serial, którego tytuł z początku wydał mi się dość nudny. Jednak z własnej ciekawości włączyłam pierwszy odcinek i sama nie wiem, kiedy te odcinki zleciały tak szybko. Zapraszam Was teraz do mojej krótkiej opinii na temat tego dość prostego serialu o nastolatkach, dla nastolatków.


Zacznę może od tego, o czym tak właściwie jest ten serial. Otóż przedstawia on historię dwóch najlepszych przyjaciółek, Alexy i Katie. Dziewczyny są ze sobą bardzo zżyte, a potęguje to fakt, że ich domy stoją naprzeciwko siebie w odległości kilku kroków. Nie mogłoby być tak pięknie i kolorowo zawsze, więc okazuje się, że Alexa ma raka i po przebytej walce jest gotowa rozpocząć naukę w liceum. Przed dziewczynami wiele nowych przygód, znajomości i jeszcze więcej czasu spędzonego razem.

Pierwszą z głównych bohaterek serialu jest właśnie Alexa (Paris Berelc), dziewczyna chorująca na raka. Obejrzałam wszystkie dostępne odcinki dość dokładnie, jednak nie wychwyciłam nigdzie informacji o tym, na jakiego rodzaju raka choruje ta bohaterka. Dziewczyna mimo swojej choroby i słabości po przebytej chemii nie poddaje się i uparcie chce żyć tak, jak jej rówieśnicy. Chwilami wzbudzała we mnie irytację swoim uporem, ale w ogólnym rozrachunku muszę stwierdzić, że jest to naprawdę sympatyczna dziewczyna.


Katie (Isabel May), czyli druga główna bohaterka oraz najlepsza przyjaciółka Alexy, jest kochaną, wspierającą i troskliwą osobą. Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie wytknęła jej jakiejś wady i stwierdzam, że jest to jedna z bardziej infantylnych bohaterów serialu. Owszem, na ogół jest przedstawiona jako inteligentna młoda dziewczyna, ale niektóre jej pomysły wzbudzały we mnie politowanie.


Moją ulubioną postacią jest zdecydowanie mama Alexy, czyli Lori Mendoza (Tiffani Thiessen). Została ona przedstawiona jako typowa mama, która jest zdecydowanie nadopiekuńcza, troskliwa, kochająca, wspierająca orz gotowa do wszelkich poświęceń. Jednak w pewnych sytuacjach widać, że Lori ma ogromne poczucie humoru i potrafi rozbawić do łez zarazem swoją rodzinę, jak i odbiorców serialu. Ponadto aktorka grająca tę rolę jest po prostu prześliczna i przez całe dwa sezony zachwycałam się jej urodą. Brzmi to głupio? Być może. Jednak to czysta prawda.


Oczywiście, pojawia się tutaj mnóstwo innych bohaterów, o których jednak nie chcę się rozpisywać. Wspomnę jeszcze tylko, że ojciec Alexy (Eddie Shin) to również wzór prawdziwego taty, który kocha swoją rodzinę bezwarunkowo, a na dodatek jest zabawny. Brat głównej bohaterki (Emery Kelly) jest mi dość obojętny. Chwilami bywa zabawny, jednak zdarzają się momenty, kiedy podnosi mi ciśnienie samą swoją obecnością. Taki urok rodzeństwa, jak widać. 😂

Skoro opowiedziałam już trochę o bohaterach, to w końcu odpowiem na pytanie zawarte w tytule tego postu. Otóż serial Alexa i Katie to jest kolejny nudny serial dla nastolatków, nie da się zaprzeczyć. Jak ktoś słusznie wspomniał w internecie, jest zrobiony na wzór tych wszystkich produkcji disneyowskich, tj. Powodzenia, Charlie, Rodzinka od środka i tak dalej. Jednak dla mnie wydał się on trochę innych. Już nie jest skierowany również do młodszych odbiorców, ale poruszając temat poważnej choroby, kierowany jest jednak to troszkę starszej widowni.

Przyznaję, że po raz pierwszy spotykam się w tego typu serialu z wątkiem raka. Twórcy zadbali również o to, żeby przedstawić skutki działania chemioterapii (wypadające włosy, osłabienie) oraz zadbali o wygląd sal szpitalnych, w których miały miejsce różne serialowe sytuacje. Oczywiście, nie mogło tutaj również zabraknąć typowego tematu, jakim jest nastoletnia miłość oraz nieporozumienia z rodzicami. Nie mogę też zaprzeczyć, że jest on mimo wszystko uroczy i często wywołał uśmiech na mojej twarzy, a nawet łzy.


Uważam, że jest to serial prosty, nieoryginalny i dla niektórych wyda się kompletną stratą czasu. Jednak dla wszystkich tych, którzy poszukują jakiegoś odmóżdżającego serialu na jeden wieczór, sprawdzi się on idealnie. Jeżeli już go oglądaliście, dajcie znać w komentarzu, co Wy o nim sądzicie. :)

2 komentarze:

  1. Oglądam tyle seriali, ale o tym nie słyszałam i szczerze powiedziawszy mnie nawet nie interesuje. ;)

    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam wszystkie odcinki, które dotychczas wyszły i dla mnie jest to bardzo udana produkcja. Wciąga, ciekawa i porusza istotny problem.

    OdpowiedzUsuń