poniedziałek, 2 września 2019

(454) Chyba strzelę focha!, Mikołaj Milcke

Mam nadzieję, że pamiętacie, gdy pisałam Wam swoją opinię na temat Geja w wielkim mieście. Wówczas byłam zachwycona tą historią i nie mogłam się nachwalić. Właśnie przyszła pora na wystawienie opinii drugiemu tomowi serii.



Cykl: Gej w wielkim mieście (tom 2)
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 23.05.2019
Liczba stron: 518
Obyczajowa


Po tym, co wydarzyło się w Krakowie, główny bohater wraca do Warszawy. Nieoczekiwanie jednak ląduje on w ramionach Wiktora. Od tej właśnie chwili wszystko wydaje się mu idealne. Jednak czy takie jest naprawdę? Otóż na zakochanych czyha zagrożenie pod postacią teściowej z piekła rodem- Marta jest gotowa zrobić wszystko, żeby jej syn rozstał się z nowym partnerem i powoli niszczy ich wspólne życie. Przerażony główny bohater stwierdza, że nie chce być już gejem i postanawia wziąć udział w terapii, dzięki której wyleczy się ze swojego homoseksualizmu.

Nie trzeba ukrywać, że drugi tom serii to istna cegła. Książka liczy sobie ponad pięćset stron przepełnionych humorem, momentami głupimi pomysłami głównego bohatera oraz wzbudziła we mnie dużo emocji. No ale, od początku.

Główny bohater, znany jako Gej w wielkim mieście, rozpoczął właśnie drugi rok studiów. Przyszły dziennikarz coraz bardziej angażuje się w związek z Wiktorem, którego swoją drogą jakoś nie potrafię zdzierżyć. Dodatkowo rozpoczął staż w radiu, więc można by rzec, iż dziennikarski świat stoi przed nim otworem. Ja mam wrażenie, że ten bohater stał się bardziej irytujący i naprawdę miałam często ochotę go po prostu strzelić po łbie. Jego wieczne fochy o wszystko działały na mnie niczym płachta na byka.

Najbardziej polubiłam Ninę, czyli najlepszą przyjaciółkę głównego bohatera. Jest to dziewczyna szczera do bólu, ale przy tym lojalna, wierna i wspierająca w każdej sytuacji. Tylko dzięki niej udało mi się jakoś trzymać swoje nerwy na wodzy. Nie wiem, jak wygląda to w kolejnych częściach, ale autor mógłby naskrobać taką osobną książkę, gdzie główną bohaterką jest właśnie Nina. Przeczytałabym coś takiego z wielką przyjemnością.

Co do stylu autora nie mam zastrzeżeń. Do wątków tu przedstawionych w pewnym stopniu też nie, ale to tylko w pewnym stopniu. Spodobał mi się wątek Marty, czyli okropnej teściowej, która chce tylko uprzykrzyć życie bohaterom. Choć ona również mnie denerwowała, to wprowadziła do tej historii powiewu świeżości i nawet udało jej się mnie rozbawić do łez.

Niestety nie mogę powiedzieć, że drugi tom serii jest rewelacyjny lub bardzo dobry. Poziomem odbiega on zdecydowanie od tomu pierwszego, co trochę mnie smuci, bo miałam nadzieję na równie zabawną książkę. Tutaj otrzymałam natomiast solidną porcję obrażalskiego głównego bohatera, któremu nie można nic zarzucić, nawet gdy on sam wie, że robi coś źle.

Dopiero pod koniec gdzieś tam udało mi się bardziej wciągnąć w akcję powieści, ponieważ przez większą część książki zdarzało mi się nudzić, tak po prostu. Nie mam pojęcia, czym mogło to być spowodowane i mam szczere nadzieje, że to tylko małe potknięcie, a kolejne części będą na wysokim poziomie.

Dla mnie książka Chyba strzelę focha! nie wypadła najlepiej, no ale z drugiej strony zawsze mogło być gorzej. Jednak myślę, że warto przeczytać te powieści i wyrobić sobie własną opinię. Zawsze może być tak, że dla mnie będzie to nuda, a ktoś zakocha się właśnie w tym drugim tomie.


Z możliwość przeczytania ślicznie dziękuję wydawnictwu Novae Res.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza