poniedziałek, 18 września 2017

Zła krew, Sally Green

Znacie to uczucie, kiedy zaczynacie czytać jakąś książkę, którą wszyscy zachwalają, ale okazuje się, że jest ona totalnym gniotem? Tak, ja mam tak dokładnie w tej chwili. A wszystko za sprawą Sally Green i jej Złej krwi. Jak się okazało, ona jest naprawdę zła.


Zacznijmy od tego o czym właściwie jest ta książka? Jest pewien chłopiec, który jest synem czarodziejki oraz maga, przez co nazywany jest "półkodem". Krew czarodziei jest jak najbardziej dobra, a wszystkich potomków magów jak i samych zainteresowanych ścigają tak zwani Łowcy. Natan, bo tak nazywa się nasz główny bohater, stara się nie dopuścić do złapania go, ale niestety w końcu dochodzi do tego, że chłopak musi uciekać.

Na samym początku mamy rozdział, kiedy akcja opisana jest w 2 osobie liczby pojedynczej. Dobrze widzicie, wygląda to tak, jakby autorka mówiła nam co właśnie robimy i co myślimy. Nawet nie wyobrażacie sobie mojej radości, kiedy to ujrzałam. Pomyślałam wtedy: "To na pewno będzie dobre! Oryginalne i takie niespotykane. Prawdziwy powiew świeżości". Nie wyobrażacie sobie również mnie w chwili, kiedy mina mi zrzedła, a moja twarz zamieniła się w twarz Grumpy cat'a.
Następny rozdział opisany był już w 3 osobie. Troszkę się wściekłam, no bo zapowiadało się tak dobrze. Uważam, że gdyby autorka dalej pisała tak jak w pierwszym rozdziale, byłoby o wiele lepiej. A na pewno oryginalnej, ale nie, bo po co? Po co się wychylać, jak można przejść utartymi ścieżkami?

Powieść może nie jest napisana źle, ale jednak ma kilka wad. Autorka nie potrafi dobrze wykreować postaci. Jeżeli tylko bohaterowie drugoplanowi nie zostali jakoś szczególnie opisani, to przebolałabym to. Ale jeżeli nawet główny bohater jest płaski i nijaki i za cholerę nie potrafiłam się do niego "przywiązać", to tego już nie mogę wybaczyć. Wiem tylko tyle, że ma połowę krwi dobrej, a połowę złej no i w ogóle jest zły, bo to syn jakiegoś maga. Ale jaki jest? Dziwny, to na pewno. Ale po za tym to co? Odniosłam wrażenie, że Sally Green chciała od razu przejść do całej akcji i całkowicie zapomniała o przedstawieniu bohaterów.

Skłamałabym, gdybym napisała, że książka mnie nie wciągnęła, ponieważ tak od połowy zaczęło się dziać coś, co mnie zaciekawiło i trwało to w sumie do samego końca. Jednak mimo to, książka ta nie zyskała mojej sympatii.

No cóż. Najwyraźniej nie do końca jest to literatura dla mnie, ale przeczytam drugi tom. Głównie ze względu na to, że wypożyczyłam go razem z tomem pierwszym, bo myślałam, że to będzie ekstra. Po za tym zakończenie pierwszej części było naprawdę dobre. Książka momentami była nudna, a czasami bardzo infantylna i myślę, że młodszym czytelnikom mogłaby się naprawdę spodobać. Oczywiście nie maluchom, no bo jest przemoc i dużo krwi, ale takim osobom w wieku gimnazjalnym.