piątek, 14 grudnia 2018

Blogmas #12: Wybacz mi, Karolina Klimkiewicz

W dniu urodzin Emilia dostaje list od swojej matki. Kobieta porzuciła ją, kiedy dziewczyna miała niecałe dwa latka i od tego czasu Emilia żyje z przekonaniem, że była przez nią niekochana. Kiedy otrzymuje prośbę o spotkanie, nie zastanawia się długo i postanawia do niej pojechać. Piękny dom w Bieszczadach oraz sympatyczni domownicy skrywają jednak o wiele więcej tajemnic, niż dziewczyna mogła przypuszczać.

Cykl: Bieszczadzka Rapsodia (tom 1)
Wydawnictwo: Szara Godzina
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 288

Ponad rok temu pisałam Wam o powieści Jeśli tylko..., która była debiutem autorki Karoliny Klimkiewicz. Tym razem przyszło mi się zmierzyć z jej kolejną powieścią, której klimat jest wprost magiczny.

Główną bohaterką jest dwudziestopięcioletnia Emilia, która mieszka razem z ojcem oraz jego partnerką, Darią i jej córą Łucją. Dziewczyna przez te wszystkie lata żyła z przekonaniem, że matka porzuciła ją, ponieważ jej nie kochała. Już samo to jest po prostu straszne. Nadal zadziwia mnie to, jak rodzice potrafią zranić swoje dziecko po prostu je porzucając. Kiedy się o tym dowiedziałam, zaczęłam gorąco współczuć Emilii i przyznam się, że również byłam zła na Matyldę.

Pomijając jednak już sytuację z jej mamą. Emilia jest kobietą sympatyczną, choć odrobinę zagubioną w tym wielkim świecie. Oprócz tego jest dosyć porywcza, a także bardzo wrażliwa. Mimo współczucia i tego wszystkiego, nie polubiłam tej bohaterki za bardzo.

Chciałabym wspomnieć również o matce głównej bohaterki, czyli o Matyldzie. Jest to kobieta pełna życia, energiczna oraz pragnąca nieść pomoc. Mimo tego bólu, jakiego doświadczyła, nadal zaraża wszystkich pozytywną energią oraz żyje z dnia na dzień, nie planując nic naprzód. Jest to zdecydowanie jedna z bardziej pozytywnych bohaterek książkowych, choć zarobiła już u mnie ogromny minus za porzucenie rodziny.

Autorka wykreowała historię, która wzrusza i przynosi pociechę. Magiczny klimat Bieszczad mnie wręcz uzależnił i naprawdę nie mogłam oderwać się od czytania tej powieści. Choć chwilami miałam wrażenie, że ta historia jest troszeczkę zbyt wyidealizowana, to jednak nie przeszkadzało mi to w pochłanianiu kolejnych stron.

Powieść została napisana w pierwszej osobie, a narratorzy zmieniali się w kolejnych rozdziałach. Oczywiście, Emilia jest główną bohaterką, ale podczas lektury miałam okazję zapoznać się z punktem widzenia m.in.: Matyldy, Łucji oraz pewnego sympatycznego chłopaka, ale o tym to powinniście się już sami przekonać.

Uważam, że jest to piękna opowieść o przebaczeniu, utracie, bólu, ale i sile, jaką może nam dać rodzina. Idealna na długie, zimowe wieczory. Gorąco polecam.


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję autorce, Karolinie Klimkiewicz.