wtorek, 22 grudnia 2020

(672) Szaniec, Agnieszka Jeż


Wydawnictwo: Burda
Data wydania: 2.09.2020
Liczba stron: 384
Kryminał

Kilka dni temu naszła mnie ochota na przeczytanie dobrego kryminału, który rzeczywiście zająłby moje myśli. Wybór więc padł na powieść Agnieszki Jeż, czyli Szaniec. Byłam szalenie ciekawa tego tytułu, więc z dużymi oczekiwaniami zabrałam się za jego lekturę. O tym, czy mi się ta książka podobała, opowiem za moment.

Koniec lata na Warmii i Mazurach to idealny moment, by wybrać się do ekskluzywnego hotelu Szaniec, w którym znaleźć można przykładowo program survivalowy. Jest to także idealna okazja do popełnienia morderstwa idealnego. W trakcie turnusu życia zostaje pozbawiony jeden z uczestników, a przy schludnie ułożonym ciele zostaje znaleziona karteczka z biblijnym cytatem. Co to może oznaczać? Tego próbują dowiedzieć się sierżant Wiera Jezierska oraz komisarz Janusz Kosoń. Dla niego jest to ostatnia sprawa przed wyczekiwaną emeryturą, a ona snuje marzenia o wyrwaniu się z rodzinnych stron i zapomnieniu o przeszłości. Kiedy na jaw wychodzi, że ofiarą jest szanowany ksiądz dziekan, sprawa zaczyna przybierać dość mroczny obrót - nikt nie spodziewał się, jakie sekrety zaczną wychodzić z ukrycia...

Tak jak wspominałam na początku, wiele oczekiwałam po tej powieści. Uznałam, że skoro tyle osób chwali tę książkę, to rzeczywiście musi być ona dobra i nie przyjmowałam innej możliwości. Kiedy zaczęłam jej lekturę, pomyślałam sobie “wow, to naprawdę będzie dobre”. No cóż, moja radość była stanowczo zbyt wczesna, bo później wszystko zaczęło się psuć.

Główną bohaterką jest właściwie Wiera Jezierska, czyli wspomniana wcześniej pani sierżant. To z jej perspektywy głównie opowiadana jest ta historia i to właśnie ona odgrywa tutaj pierwsze skrzypce. Na początku nie do końca polubiłam się z tą postacią i nieświadomie zaczęłam porównywać ją do policjantki, która występowała w Kasztanowym ludziku, no a z nią też nie nawiązałam żadnej więzi. Na szczęście, jeśli chodzi o Wierę, to im dalej w las, tym coraz lepiej rozumiałam motywy jej postępowania oraz w dość dziwny sposób naprawdę ją polubiłam. Także kreacja tej bohaterki zdecydowanie zasługuje na plusa.

Jeśli chodzi o samą akcję oraz historię, to autorka wprowadziła mnie w nie z wielkim przytupem już na pierwszej stronie. Dało mi to dużą nadzieję na to, że cała książka będzie właśnie tak zaskakująca i ciekawa, jednak już kilka stron później przekonałam się, że niestety tak się nie stanie. Sama nie wiem do końca, co poszło tutaj nie tak i co sprawiło, że Szaniec momentami nudził mnie piekielnie. Czy to brak mojej ciekawości, jeśli chodzi o pozostałych mieszkańców hotelu, którzy zostali także krótko przedstawieni? Nie wiem, być może. Takie gdybanie nie zmienia jednak faktu, że ten kryminał chwilami był dla mnie nudny, tak po prostu.

Sam styl pisania Agnieszki Jeż zasługuje na pochwałę, ponieważ jest on dość lekki (mimo poruszanego okrutnie trudnego tematu, jakim jest pedofilia) i sprawia, że tę książkę czyta się całkiem szybko. Cieszę się również, że autorka postanowiła wpleść tutaj wątek pedofilii, ponieważ w obecnych czasach jest to temat niezbyt często poruszany, a dzięki takim książkom przestanie takim być, a ludzie będą mówić o tym głośniej.

Szaniec to poprawny kryminał, który co prawda mnie nie porwał, ale nie mogę też napisać, że był on całkowicie zły. Myślę, że więksi miłośnicy kryminałów mogą bardziej docenić tę pozycję, a także uważam, że powieść Agnieszki Jeż może sprawdzić się osobom, które dopiero chcą rozpocząć swoją przygodę z kryminałami.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza