poniedziałek, 10 kwietnia 2017

(130) Tego lata stałam się piękna, Jenny Han

Po raz kolejny miałam ochotę na coś lekkiego, co pozwoli mi się oderwać od rzeczywistości. Mój wybór padł na książkę, która powinna mnie wprowadzić w letni nastrój. I tak też się stało, bo czytając ją poczułam się jak na wakacjach.


Tytuł oryginału: The Summer I Turned Pretty
Cykl: Lato (tom 1)
Wydawnictwo: Ole
Data wydania: 30.04.2014
Liczba stron: 300
Young Adult, romans 

Belly przyjeżdża wraz z mamą i bratem Stevenem do domku na plaży przyjaciółki ich matki- Susan. Susan ma dwóch synów: Conrada i Jeremiego. Belly lubi i jednego i drugiego, ale którego lubi bardziej?


Książka wprowadza nas w iście wakacyjny nastrój, opisy jakie zamieściła autorka, sprawiają, że niemal czujemy i wyobrażamy sobie to miejsce. Żar lejący się z nieba, gorący piasek, orzeźwiająca woda.. Mmm, marzenie!


Jest to typowa młodzieżówka, mamy trójkąt miłosny, a w tle słychać szum oceanu. Lekka, przyjemna i co najważniejsze- nie zanudzono nas faktami, które nie mają kompletnie nic wspólnego z historią.


Belly wydaje się być normalną nastolatką, czasami jej odbija i staje się taką zołzą, która chce być kimś zupełnie innym niż sobą.


Conrada nie polubiłam, wydał mi się bucem, który ma wszystko i wszystkich gdzieś, myśli tylko o sobie. Jeremi natomiast jest prawdziwym i lojalnym przyjacielem. Zarówno w stosunku do Belly jak i do Stevena.


Steven, czyli starszy brat dziewczyny. Typowy model takiego brata: nadopiekuńczy, ale chce jednocześnie odsunąć siostrę od spraw swoich i chłopaków.


Była to dla mnie naprawdę przyjemna lektura, do pośmiania się, a także wzruszenia. Ponadto jest to pierwsza część trylogii, dlatego nie mogę się doczekać, aż zabiorę się za drugą część.


Klimat lata sprawił, że zapragnęłam natychmiast znaleźć się właśnie tam, wraz z bohaterami. Chciałabym poczuć słońce na sobie, przyjemne ciepełko, ah.. Chyba za bardzo się rozmarzyłam. Ale to nie moja wina- to wszystko wina tej książki! Więc lepiej uważajcie, bo możecie zrobić w przypływie impulsu coś, czego moglibyście żałować.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza