czwartek, 3 maja 2018

Immunitet, Remigiusz Mróz

Od czasu, kiedy przeczytałam czwarty tom serii o Joannie Chyłce minęło już trochę czasu. I tak, dopiero teraz przychodzę do Was z recenzją tejże książki. Tylko proszę o jedno: nie bijcie!


"Najmłodszy w historii sędzia Trybunału Konstytucyjnego zostaje publicznie oskarżony o zabójstwo człowieka, z którym nic go nie łączy. Ofiara pochodzi z innego miasta i nigdy nie spotkała swojego rzekomego oprawcy, mimo to prokuratura zaczyna zabiegać o uchylenie immunitetu.

Spisek na szczytach władzy? Polityczna zemsta? A może sędzia jest winny?

Oskarżony zwraca się o pomoc do znajomej ze studiów, Joanny Chyłki. Nie wie, że prawniczka, która niegdyś brylowała w salach sądowych, teraz zmaga się z chorobą alkoholową i upiorami z czasów młodości.

Razem zaczynają odkrywać tropy prowadzące do miejsc, gdzie zasady prawa nie sięgają…" (Opis: lubimyczytac.pl)


Nie wiem czy jest sens, żebym się tutaj jakoś specjalnie rozpisywała na temat Chyłki oraz Zordona. Ich postacie jak zawsze były genialne, a jeśli chodzi o Joannę to tutaj pan Mróz przeszedł samego siebie. Po raz kolejny urzekły mnie jej teksty oraz postawy. 

Przechodząc już do samej treści. Chodź dostrzegłam pewien schemat, którym posługiwał się autor w poprzednich częściach, to jest akurat taki schemat, który mnie osobiście naprawdę pasuje. Oczywiście, nie jest tak, że w każdym tomie w tym samym momencie występuje nagły zwrot akcji albo w tej samej części książki do akcji wkracza Joanna Chyłka. Ten schemat polega bardziej na tym, że na początku mamy krótkie wprowadzenie do tego, na czym będzie się skupiać dany tom, później zaczyna się jak zawsze ta powiedzmy typowo prawna część, czyli gromadzenie wszystkich informacji, przesłuchiwanie świadków, szukanie ewentualnego winnego. Kiedy zbliża się koniec książki, sprawa się wyjaśnia i zaczyna się robić nudnawo, ale Remigusz Mróz zrzuca na czytelnika prawdziwą bombę, która paraliżuje na krótki czas. 

Kurcze, wydaje mi się, że jestem naprawdę naiwna. Po przeczytaniu poprzednich trzech części mogłam naprawdę spodziewać się, że ostatnie słowa czwartej mnie zrównają z ziemią, ale moja czujność została uśpiona przez, jak wspomniałam wyżej, nudnawy fragment przy końcówce. I po raz kolejny dostałam na twarz prawdziwy strzał, po którym przyznam szczerze, nie mogłam się pozbierać przez jakieś dwa dni. Dlatego też boję się sięgnąć po tom piąty, ponieważ nie mam bladego pojęcia czego mogę się spodziewać. Przez autora już nie jestem niczego pewna, jeśli chodzi o historię Chyłki i Zordona


Cóż mogę jeszcze dodać? Po prostu zaczynając książki z serii o Joannie Chyłce, musicie się nastawić na takie bombki, które autor bardzo ludzi zrzucać. Bardzo polecam Wam lekturę Immunitetu i tyle w temacie, o.