poniedziałek, 4 marca 2019

Oskarżenie, Remigiusz Mróz

Pewnego dnia Joanna Chyłka otrzymuje list od żony mężczyzny skazanego cztery lata wcześniej za morderstwo. Kobieta twierdzi, że znalazła niezbite dowody na niewinność męża i chce, żeby to właśnie Chyłka sprawiła, żeby wyszedł on z więzienia. Prawniczka jednak uważa, że jest to kolejna sprawa, której nie warto poświęcać uwagi. Jej zdanie zmienia się, gdy ginie żona skazańca, a materiał DNA jednej z ofiar znajduje się w zupełnie innym miejscu przestępstwa. Ponadto, sprawa wydaje się dziwnie powiązana z Kordianem Oryńskim...


Cykl: Joanna Chyłka (tom 6)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 564

Bardzo chciałam przeczytać kolejną część z cyklu o Chyłce, ale to tylko dlatego, że po prostu stęskniłam się za nią, za Kordianem no i tą całą otoczką towarzyszącą tym bohaterom. Na szczęście, w bibliotece nie musiałam czekać długo na możliwość wypożyczenia Oskarżenia i mogłam szybko zabrać się za lekturę.

Jeśli czytaliście poprzednie tomy, to doskonale wiecie, że Joanna Chyłka spodziewa się dziecka. Jednak kobieta nie do końca jest tym faktem zachwycona, a dziecko nazywa pieszczotliwie "pasożytem". Uroczo, co? Mimo wszystko Joanna naprawdę bierze się za siebie i odstawia na bok alkohol, papierosy i inne używki, a znając ją dłużej, można by po niej spodziewać się czegoś innego.

Niepokoi mnie to, w jaką stronę zmierzają wydarzenia związane z Kordianem, znanym jako Zordon. Przy okazji lektury poprzedniej części, czułam taki mały niepokój, ale teraz to sięga chyba górnej granicy. Nagle zaczynają wyłazić na wierzch wszystkie brudy z życia tego bohatera i to przyprawia mnie o gęsią skórkę, naprawdę.

W Oskarżeniu po raz kolejny mamy do czynienia ze schematem, znanym już od początku tej serii. Mimo że autor zaskakuje nas coraz to nowszymi wydarzeniami i pomysłami, to gdzieś tamten schemat i tak się przewija. Na początku mamy odrobinę akcji, potem wszystko zwalnia i jakoś się toczy, a przy samym końcu znowu nabiera zawrotnego tempa i nie zwalnia aż do ostatniej strony.

Jednak, co zaskakujące, pomimo schematu, książka naprawdę mi się spodobała i wciągnęła mnie od samego początku. Byłam naprawdę ciekawa tego, jak dalej potoczy się ta akcja, o co dokładnie chodzi z tymi nowymi dowodami, a przede wszystkim: dlaczego jest to tak bardzo związane z Kordianem.

Zakończenie jak zwykle totalnie mnie rozwaliło i dotąd nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Mogło zakończyć się zupełnie inaczej, ale nie. Pan Mróz postanowił znowu zrzucić czytelnikowi bombę na głowę, nie zwracając uwagi na jego zdrowie psychiczne, które z tych nerwów naprawdę może ucierpieć.

Jest to już szósty tom z tej serii, który udało mi się przeczytać. Przyznaję, że odrobinę przytłacza mnie liczba tych części, która rośnie i rośnie, a ja nie mogę nadrobić tego wszystkiego. Na szczęście, Testament już zamówiony (zignorujmy, że brzmi to trochę dwuznacznie) i pozostaje mi tylko czekać na poznanie dalszych losów Chyłki i Zordona.

1 komentarz:

  1. Muszę kiedyś nadrobić :)
    ~Pola
    www.czytamytu.blogspot.com
    Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń