poniedziałek, 5 listopada 2018

Księżniczka popiołu, Laura Sebastian

Theodosia straciła matkę w wieku sześciu lat. Królowa Ognia została brutalnie zamordowana. Tego dnia Kaiser odebrał Theo jej całe dotychczasowe życie, kraj oraz imię. Od tego momentu dziewczyna jest znana jako Thora, Księżniczka Popiołu. Thora żyje jak więzień w swoim pałacu, a Kaiser każe ją za mniejsze czy też większe przewinienia rodaków księżniczki. Pewnego dnia wymusza na niej popełnienie strasznego czynu. Z krwią na rękach Theo zdaje sobie sprawę, że samo przetrwanie jej nie wystarczy.

Tytuł oryginału: Ash Princess
Cykl: Ash Princess Trilogy (tom 1)
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 424

Niedawno miałam ochotę na przeczytanie jakiejś dobrej powieści fantasy, a że w moje łapki wpadła październikowa premiera od wydawnictwa Zysk i S-ka, to uznałam, że jest to pewnie jakiś znak.

Główną bohaterką jest szesnastoletnia Theo/Thora, która jest traktowana jak więzień, mimo nadanego jej tytułu księżniczki. Chociaż ten tytuł nie jest tak do końca czymś, z czego cieszyłaby się jakakolwiek kobieta. Tak naprawdę Theo traktuje ten tytuł jako coś, czego nienawidzi, co jej ubliża, i w sumie to jej się nie dziwię. Szczerze mówiąc po przeczytaniu tej pozycji, nie poczułam się w jakiś sposób związana z tą bohaterką, nie żywię do niej również konkretnych uczuć. Jak na główną bohaterkę, według mnie jest dość nijaka. Owszem, podczas lektury widziałam jej wolę walki z tym całym systemem oraz z samym Kaiserem, jednak dla mnie były to chwilowe przebłyski odwagi i jakiegokolwiek działania.

W tego typu książce nie mogło również zabraknąć bardzo złego władcy, którego nienawidzi nikt, ale też nikt mu tego nie powie. Kaiser sieje strach i zniszczenie wszędzie tam, gdzie ma tylko ochotę. Ma ochotę zdobyć nowe państwo? No problemo! Wystarczy wysłać w to miejsce armię, na której czele stoi jego syn, minie kilka dni i hurra! Udało mu się zagarnąć nowy teren. Nie polubiłam się z nim i najchętniej to bym go usunęła z książki... lub z życia.

O reszcie bohaterów nie będę się wypowiadać, ponieważ żaden z nich nie wpadł mi jakoś w oko. Byli sobie to byli, ale nic więcej.

Pomówmy teraz o samej fabule, która mnie rozczarowała. Spodziewałam się naprawdę wciągającej historii, gdzie młoda dziewczyna pragnie z całych sił się uwolnić z rąk tyrana, ciągle myśli nad tym, jak tego dokonać. Jednak otrzymałam dość nudną i schematyczną opowiastkę o tym, jak to główna bohaterka niby jest silna, ale jednak nie do końca i coś tam chce zrobić, ale jej nie wychodzi. Tak naprawdę czytałam tę książkę tylko dlatego, żeby ją czytać, a nie ze względu na wciągającą historię.

Wciągająca to ona się stała, ale dopiero gdzieś tam dwadzieścia stron przed końcem. Teraz gdy o tym piszę, to skojarzyło mi się z książkami Mroza, gdzie ta najciekawsza część dzieje się przy końcu i pozostawia czytelnika w takim ogromnym szoku. Wracając, historia Księżniczki popiołu wciągnęła mnie dopiero pod koniec i właśnie przez te ostatnie, nieszczęsne rozdziały mam ochotę przeczytać i drugą część. Zwyczajnie poczułam się zaintrygowana tym, co wydarzy się później.

Jeśli chodzi o styl autorki, to nie mam się do czego przyczepić, z wyjątkiem tej kreacji bohaterów. Laura Sebastian wykreowała "silną" dziewczynę, okrutnego władcę, ale zapomniała o tych postaciach drugoplanowych, które nie raz i nie dwa brały udział w akcji.

Podsumowując już moją pisaninę: uważam, że jest to dość przeciętna powieść fantasy, która na tle innych nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jednak przez to nieszczęsne zakończenie, chętnie sięgnę po tom drugi, kiedy tylko wyjdzie w Polsce.


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.