piątek, 11 stycznia 2019

[PRZEDPREMIEROWO] Nad lawendowym morzem, Karolina Załuska

W życiu każdego człowieka zdarzają się wzloty i upadki. Uzależnienie od alkoholu, wypalenia zawodowe, brak sensu życia... Takie problemy spotykają bohaterów powieści Karoliny Załuskiej. Pewnego dnia ich drogi się przetną, a między nimi nawiąże się nić przyjaźni.

Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 392

Bardzo chciałam przeczytać tę książkę, głównie ze względu na to, że z depresją mam gdzieś tam do czynienia. Wiem, że brzmi to śmiesznie, ale takie są fakty. Miałam dość duże oczekiwania względem tej pozycji, a jak wyszło? 

Książka podzielona jest takimi rozdziałami, gdzie każdy z nich jest przypisany do innego roku. Należy jednak zaznaczyć, iż akcja przeskakuje z każdym rozdziałem o dwa lata do przodu. W każdym z podrozdziałów poznajemy bohaterów książki. Między innymi sympatyczną Oliwię, którą z miejsca polubiłam, Annę, Adama, Jakuba, Kamilę, Antoniego, Adriana oraz kilku innych. 

Każde z nich zmaga się z własnymi demonami. Jedne problemy są banalne, ale drugie są znacznie poważniejsze. Dziwne dla mnie okazało się to, że bohaterowie byli albo lekarzami, albo początkującymi pisarzami. Jedna osoba się znalazła, która była nauczycielem. Przez to miałam wrażenie, że autorka nie miała po prostu pomysłu na to, kim z zawodu mogą być te osoby, więc połowa z nich to lekarze, a druga połowa to pisarze. Albo i nawet dwa w jednym. 

Szczerze mówiąc, spodziewałam się po tej książce czegoś więcej. Na okładce jest napisane, że jest to "pasjonująca opowieść o walce z depresją". Serio? Ja tutaj tak naprawdę żadnej walki nie zauważyłam. Połowa osób, które chodziły na spotkania grupy, popełniła samobójstwo. Czy tak wygląda ta walka?

Może ja po prostu tego za bardzo nie rozumiem, ale dla mnie ta książka była słaba. Autorka miała bardzo ciekawy pomysł na to, jak to wszystko poprowadzić, ale gdzieś po drodze to wszystko się zepsuło. 

Jeżeli lubicie tematy psychologiczne lub tematy depresji, to będzie to książka jak najbardziej dla Was. Ja jestem niestety na nie.


Za możliwość przeczytania, bardzo dziękuję wydawnictwu Novae Res.