piątek, 22 lutego 2019

Ania, nie Anna - pierwsze wrażenia

Na początku lutego razem z siostrzenicą, postanowiłyśmy założyć sobie Netflixa. Jakbym miała za dużo czasu na cokolwiek. Wiązało się to również z chęcią zapoznania się z tymi wszystkimi serialami, o których mówiło tyle osób. Na pierwszy ogień poszedł serial na podstawie powieści Ania z Zielonego wzgórza, którą uwielbiam.

(źródło zdjęć: filmweb)

Do tej pory obejrzałam tylko cztery odcinki, ale myślę, że już mogę podzielić się swoimi pierwszymi wrażeniami. 

To, co rzuciło mi się w oczy najpierw, jest fakt, jak piękne są widoki występujące w netfliksowej produkcji. Podczas oglądania pierwszego odcinka, chłonęłam to wszystko-kolory, widoki, kwestie aktorów-jak gąbka. Nie mogłam przestać się tym wszystkim zachwycać. 

Aktorka, grająca tytułową Anię na początku średnio pasowała mi do tej roli. Prawdopodobnie było to spowodowane tym, że jestem przyzwyczajona do Megan Follows, która również grała Anię, ale w produkcji z 1985 roku. Kiedy zaczynałam oglądać już drugi odcinek, Amybeth McNulty zaczęła pasować mi do tej roli już bardziej. Uważam, że aktorka idealnie odwzorowuje tę delikatność, miłość do książek oraz romantyczną duszę książkowej Ani. 


Intro rozpoczynające każdy kolejny odcinek, na samym początku wydało mi się za długie. Pomyślałam sobie, że przecież sam początek to połowa serialu. Tu mnie Netflix złapał, bo pierwszy odcinek trwał trochę ponad godzinę, a intro chyba niecałą minutę. Tak, chyba lubię przesadzać. 😂

Aktorka, grająca Marylę, została według mnie, dopasowana do tej roli idealnie. Geraldine James posiada taką surowość na twarzy, która no idealnie mi pasuje do tej bohaterki. Choćbym się miała z kimś kłócić na ten temat, zdania swojego nie zmienię.


Jednak jeśli chodzi o odtwórcę roli Mateusza Cuthberta, to do tej roli pasował bardziej jednak Richard Farnsworth, którego można zobaczyć w ekranizacji z 1985 roku. Dla niekojarzących: wystąpił u boku Megan Follows. No ale, nie będę wybrzydzać skoro ten serial to cudeńko samo w sobie. 

Bardzo do gustu przypadła mi odtwórczyni roli Diany. Uważam, że Dalila Bela pasuje do tej idealnie. Jest zdecydowanie delikatniejsza, bardziej urocza no i nie ukrywajmy, ładniejsza niż Schuyler Grant.


Odtwórca roli Gilberta, czyli Lucas Jade Zumann z pewnością przyciągnął przed ekrany kilka przedstawicielek płci pięknej. Wszyscy wiemy, że nigdy nie należy oceniać drugiego człowieka po wyglądzie, ale co zrobić, kiedy istnieje ktoś tak uroczy? 🙊 Przyznaję się z ręką na sercu, że kiedy na scenę wkroczył Gilbert, od razu jakoś tak lepiej ogląda mi się ten serial. 


Na sam koniec chciałabym dodać, że z odcinka na odcinek, coraz bardziej się wciągam w cały ten świat i historię. Pięknie jest odkrywać coś, co się już zna od dawna zupełnie na nowo. Myślę, że z jakimiś nowymi przemyśleniami na temat tego serialu, wrócę dopiero po skończeniu pierwszego sezonu.

Oczywiście, jeżeli macie za dużo wolnego czasu, to naprawdę polecam Wam obejrzeć sobie ten serial, ponieważ jest on zdecydowanie wart uwagi. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza