wtorek, 21 sierpnia 2018

Trucicielka królowej, Jeff Wheeler

Król Severn Argentin jest uzurpatorem, mordercą prawowitych następców tronu, bezwzględny dla zdrajców oraz tyranem. Nie jest zaskoczeniem więc to, że kiedy Diuk Kiskaddon na polu bitwy nie staje po stronie króla, Severn postanawia ukarać zdrajcę. Władca zabiera mu najmłodszego syna, Owena, jako zakładnika na królewski dwór. Jeżeli ojciec dziecka ponownie wykaże się nielojalnością, syn zapłaci za to życiem. Chłopiec stopniowo uczy się reguł panujących na królewskim dworze. Żyje w ciągłym strachu przed królem i choć jest jeszcze mały, to wie, że musi wkraść się w jego łaski. Na dworze pojawia się sojuszniczka małego Owena- tajemnicza kobieta, która ma władzę nad życiem, śmiercią i przeznaczeniem.

Tytuł oryginału: The Queen’s Poisoner
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 350

Jak wiecie (lub nie), lubię czytać książki fantasy, a zwłaszcza różne serie fantasy. Szczerze mówiąc nie przepadam za bardzo za jednotomowymi powieściami, ale zdarzają się wyjątki. Seria Królewskie źródło zwróciła moją uwagę zarówno ze względu na okładki, które szalenie mi się podobają, a także ze względu na samą historię opowiedzianą w tych książkach.

Mamy głównego bohatera, Owena, który w wieku ośmiu lat został wywieziony do zamku króla Severna, który no... nie grzeszy dobrocią. Pobyt chłopca tam jest karą dla jego rodziców za zdradę. Smuci mnie to, że za błędy ojca, ukarany został tak naprawdę niewinny chłopiec. To nie jego wina, że należy do tej rodziny. Wiele osób uważa, że chłopiec jest naprawdę infantylny i nijaki i jest to prawda, ale mimo wszystko, Owen zyskał moją sympatię. Podczas lektury, widać wyraźnie jego taką przemianę: z bojącego się wszystkiego maminsynka na odważnego chłopca. Co prawda, jego odwaga wynika w dużej mierze z obecności małej Evie, ale chociaż jest.

Evie to rówieśnica Owena, która jest jego całkowitym przeciwieństwem. Podczas, gdy chłopiec jest cichutki i nieśmiały, dziewczynka jest głośna i nie boi się nawiązywać nowych znajomości. A co najlepsze, nie boi się mówić tego, co myśli. Choć na początku irytowała mnie, to jednak po czasie się do niej przyzwyczaiłam i naprawdę polubiłam. Myślę, że jest to jedna z tych bohaterek, które zdecydowanie zapadają w pamięci czytelnika.

Jeff Wheeler miał naprawdę ciekawy pomysł na fabułę, ale nie ukrywam, że trochę mi tutaj zalatuje Grą o tron? Podczas czytania miałam kilka takich momentów, kiedy naprawdę wydawało mi się, że autor bardzo zainspirował się dziełem R.R. Martina. Oczywiście nie twierdzę, że to źle, bo bardzo podoba mi się ta "atmosfera" no i dzięki temu, książkę czytało mi się naprawdę bardzo przyjemnie.
Jeśli chodzi o same wydanie książki, to jest ono jak najbardziej na plus. Okładka jest bardzo ładna, czcionka w środku książki również. Autor pisze prostym językiem, dzięki czemu Trucicielkę królowej czyta się szybko, no i jak wspomniałam już wcześniej, czyta się ją bardzo przyjemnie.

Z niecierpliwością czekam, aż będę mogła już przeczytać drugi tom, ponieważ tam to dopiero się będzie działo. Tutaj to był pikuś. Dlatego myślę, że już niebawem możecie spodziewać się recenzji drugiej części.



Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu