czwartek, 6 września 2018

Przeklęci święci, Maggie Stiefvater

W pewnej tajemniczej osadzie o nazwie Bicho Raro, mieszka olbrzym, pastor z głową kojota oraz kobieta, na którą ciągle pada deszcz. Wszyscy ci ludzie przebywają tam w oczekiwaniu na cud. Zamieszkuje ją również rodzina Soria, w której od lat rodzą się święci i do których przyjeżdżają pątnicy z najdalszych zakątków świata.
Joaquin, Daniel oraz Beatriz to kuzyni, którzy zawsze trzymają się razem. Joaquin działa pod pseudonimem Diablo Diablo i prowadzi piracką rozgłośnię radiową, Beatriz uważa, że nie dotyczą jej porywy serca, a Daniel jest uznawany za Świętego z Bicho Raro. Cała trójka pragnie zawalczyć o swoją przyszłość i zmierzyć się z rodzinną legendą.

Tytuł oryginału: All the Crooked Saints
Wydawnictwo: Uroboros
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 360

Znam Maggie Stiefvater głównie z jej kruczego cyklu (którego swoją drogą jeszcze nie przeczytałam, ale pomińmy to...). Kiedy pojawiła się okazja, aby przeczytać najnowszą powieść tej autorki, wzięłam za pewnik to, że jest to powieść typowo fantasy. Tak wiecie, fantasy gdzie jest dużo dużo magii, dziwnych stworów... I była to powieść z tego gatunku, lecz mogłabym ją dopasować do innej kategorii.

Mamy trójkę głównych bohaterów: nielegalnego prezentera radiowego o dziwnym pseudonimie, jakiegoś Świętego, który ma dokonywać na ludziach cudów oraz dziewuszkę imieniem Beatriz (swoją drogą: śliczne imię), która nie wierzy w miłość. Jak widać, jest to zestawienie naprawdę ciekawe, choć nie niespotykane.

Diablo Diablo, czyli po prostu Joaquin to chłopak pomysłowy, który mimo ryzyka odkrycia jego działalności, nadal oddaje całe serce muzyce oraz prowadzeniu rozgłośni. Co ciekawe, transmisja jest nadawana ze starej ciężarówki. Muszę przyznać, że ten bohater przypadł mi do gustu chyba najbardziej z całej trójki. Nie jest on ani nudny, ani przesadnie odważny.

Daniel, czyli Święty z Bicho Raro, to kolejny młody chłopak, którego zadaniem jest dokonywanie, czy też zsyłanie cudu na pątników. Pątnicy to innymi słowy osoby posiadające wewnętrzny mrok, którzy szukają cudu, który ten mrok przepędzi. Ja wiem, ja też tego na początku nie zrozumiałam do końca. Co do tego bohatera mam mieszane uczucia. Z jednej strony wydał mi się w porządku, ale z drugiej jest jakiś taki... nijaki?

Beatriz, czyli ta co nie wierzy w miłość. Czy też w porywy swojego serca, jak kto woli. No i ona nie zdobyła mojej sympatii, niestety. Nie wiem dlaczego, ale dziewczyna ta działała mi wybitnie na nerwy. Choć i tak wolę ją od Mare Barrow. ;)

Muszę przyznać, że autorka miała naprawdę fajny i ciekawy pomysł na fabułę tej książki. Nadzwyczajne umiejętności bohaterów połączyła z religią i dzięki temu powstało coś, co jest moim zdaniem świetne. Podczas czytania przewijało mi się przez głowę, że właśnie ta fabuła przypomina mi książkę Stephena Kinga Doktor Sen, a także przywołała na myśl pewnego pana, który w latach 50 utworzył własną sektę religijną. Ja wiem, że to nawet obok siebie nie stało, ale tak mi się skojarzyło.

Było to pierwsze spotkanie z autorką Króla kruków i muszę przyznać, że było to spotkanie udane, choć jeszcze wczoraj, po skończeniu tej książki, nie wiedziałam do końca o czym ta historia była i byłam gotowa dać jej ocenę co najwyżej 3,5/6. Dziś podeszłam do tego "na trzeźwo" i w końcu wiem o czym dokładnie opowiada ta powieść. A raczej, jakie przesłanie za sobą niesie. Oczywiście, jest to tylko moje zdanie.

Myślę, że Maggie Stiefvater chodziło tu o to, aby przekazać czytelnikom, że nie mogą ciągle dbać o innych, o ich potrzeby i zachcianki. Muszą w pewnym momencie pomyśleć też o sobie i swoich potrzebach, bo w pewnym momencie może być już za późno. Jest to przesłanie naprawdę świetne i myślę, że każdy powinien wyciągnąć z niego coś dla siebie.

Czy polecam tę książkę? Choć nie spełniła ona do końca moich oczekiwań, to tak. Polecam ją, jak najbardziej.


Egzemplarz otrzymałam dzięki współpracy z Wydawnictwem Uroboros