poniedziałek, 24 września 2018

[PRZEDPREMIEROWO] Bez słowa, Rosie Walsh

Przypadkowe spotkanie dwojga ludzi: Sarah i Eddiego owocuje w pełen miłości, czułości oraz namiętności tydzień. Kobieta zapomina o całym świecie i stara się cieszyć każdą spędzoną razem chwilą. Jednak nadchodzi czas rozstania. Każde ma odejść w swoją stronę, ale obiecują sobie utrzymywać kontakt, dopóki nie wymyślą planu na swoje przyszłe życie. Jednak nieoczekiwanie jedno z nich przestaje odpisywać, oddzwaniać i dawać znaki życia. Przyjaciele namawiają Sarah, by o nim zapomniała, ale ona nie potrafi. Czuje, że coś się wydarzyło i jest gotowa dowiedzieć się, co to takiego.

Tytuł oryginału: Ghosted
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 443

W swoim życiu czytałam już naprawdę wzruszające i piękne powieści. Każda z nich zachwyciła mnie czymś innym. Jednak mam wrażenie, że Bez słowa to powieść, która łączy w sobie wszystko to, co zachwyciło mnie w poprzednich książkach.

Historię początkowo poznajemy z punktu widzenia Sarah. Kobieta opowiada o tym, co wydarzyło się podczas tych siedmiu dni spędzonych z Eddiem, ale także o tym, co wydarzyło się potem. Choć dla jednych ta bohaterka może wydawać się nachalna w tym swoim poszukiwaniu mężczyzny, a nawet można ją nazwać desperatką, to ja jestem pełna podziwu.

Ktoś spyta, dlaczego tak właściwie ją podziwiam? A no dlatego, że mimo tych wszystkich słów dezaprobaty ze strony przyjaciół, Sarah nie poddała się i uparcie poszukiwała kontaktu z ukochanym mężczyzną. Może i w ciągu tygodnia nie poznali się zbyt dobrze, ale jestem w stanie uwierzyć, że zakochali się w sobie.

Później możemy poznać punkt widzenia Eddiego. Czasem przemawia on do czytelnika w formie epistolarnej, czyli pisząc listy do swojej siostry. Częściej jednak czytelnik może czytać o tym, jak czuł się Eddie po tym wszystkim, co myślał o kobiecie, a także jak spędzał czas, nie dając znaku życia.

Bardzo spodobał mi się styl pisania autorki. Nie jest on całkiem prosty, ale również pani Walsh nie używa zbyt wyszukanego słownictwa. Dzięki temu książkę czytało mi się naprawdę przyjemnie, a czas spędzony na lekturze upłynął bardzo szybko.

Historia przedstawiona w powieści z jednej strony nie jest czymś w stu procentach oryginalnym, ale z drugiej znalazłam tutaj klimat, jakiego nie znalazłam w żadnej innej książce. Powieść Rosie Walsh jest wciągająca, urzekająca, piękna.

Opowieść o dwojgu ludzi, którzy spotykają się nagle i całkowicie zatracają w uczuciach do siebie. Nie raz i nie dwa uroniłam łzy podczas czytania, a to też świadczy o książce.

Dla wszystkich miłośników powieści obyczajowych, które są istnymi wyciskaczami łez, będzie to powieść idealna. Ja z kolei wcale nie obraziłabym się, gdyby na jej podstawie powstał film...


Egzemplarz przedpremierowy otrzymałam dzięki współpracy z wydawnictwem Zysk i S-ka.