poniedziałek, 24 września 2018

Królewska klatka, Victoria Aveyard

Po wydarzeniach ze Szklanego miecza, Mare Barrow jest więziona przez Mavena. Dręczą ją wspomnienia błędów, a cichy kamień uniemożliwia jej używanie mocy. Wcześniej buntowniczka, teraz dziewczyna bez błyskawic. Gorzej być nie może. A jednak! Czerwoni i Nowi szykują się do wojny, ponieważ chcą zawalczyć o swoją wolność. Działa z nimi książę Cal, którego z kolei nic nie powstrzyma przed uwolnieniem Mare.

Tytuł oryginału: King's Cage
Cykl: Czerwona Królowa (tom 3)
Wydawnictwo: Moondrive
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 568

Czasami zadziwia mnie moja upartość. Naprawdę. Mimo, że jakaś książka kompletnie mi się nie podobała, to jeśli jest jej druga część- i tak ją przeczytam. Gdzieś tam w środku, tli się jeszcze nadzieja, że może coś dobrego z tego wyjdzie!
W tym przypadku jednak... no, coś nie pykło.

Główną bohaterkę wszyscy znają. Mare Barrow, czyli jedna z najbardziej irytujących bohaterek książkowych. Choooć muszę przyznać, że tutaj ta bohaterka zdecydowanie bardziej skupiła się na wymyślaniu planu, jak się uwolnić. Znacznie mniej uwagi poświęcała narzekaniu na to, jaka ona jest biedna.

Maven to Maven. Jedni go kochają, drudzy nienawidzą. Mnie jest go po prostu szkoda. Nie dość, że sam musi pilnować swoich więźniów, by nie zrobili czegoś durnego, to jeszcze inni planują na niego zamach. Strach się bać.

Mam wrażenie, że autorka z każdą kolejną częścią nie ma pojęcia jak poprowadzić akcję. Braki w pomysłach zastępuje więc długimi (jak droga stąd do Chin) i bezsensownymi opisami, które nic a nic nie wnoszą do tej historii. Wiecie, jakoś średnio interesuje mnie jakiego kształtu miały najmniejsze kryształki na sukni Mare. No chyba, że ktoś się tym interesuje, no to przepraszam.

Królewska klatka to prawie sześciuset stronnicowa książka, którą spokojnie można skrócić do tych trzystu stron, wywalając bezsensowne opisy. Akcja jako tako rozkręciła się dopiero przy samym końcu, co oczywiście zachęca mnie mimo wszystko do sięgnięcia po tom czwarty i bodajże ostatni.

Wynudziłam się podczas czytania strasznie i chyba jedynym plusem tej powieści jest to, że szybciej mijał mi czas.