niedziela, 16 września 2018

Zachód słońca w Central Parku, Sarah Morgan

Frankie to kobieta konkretna, rzeczowa która nie przepada za wylewnością ani nie wierzy w romantyczne związki. Choć wygląda na silną, pewną siebie i opanowaną, to wewnątrz kłębi się wiele wiele emocji. Kobieta wie jednak, że nie może zawsze udawać i chować się za maską. Zawsze może liczyć na swoje najlepsze przyjaciółki: Evę i Paige, a już zwłaszcza na brata jednej z nich, który naprawdę lubi Frankie. Ale co zrobić w sytuacji, gdy Ty nie wchodzisz w żadne bliższe relacje, a Twój najlepszy przyjaciel wyjawia przed Tobą swoje największe sekrety?

Tytuł oryginału: Sunset in Central Park
Cykl: Pozdrowienia z Nowego Jorku (tom 2)
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 336

O książkach autorstwa Sary Morgan słyszałam i czytałam już całkiem sporo, więc postanowiłam samej przekonać się co w trawie piszczy. Jak wypadło więc moje pierwsze spotkanie z tą autorką?

Główną bohaterką jest Frankie. Atrakcyjna, młoda kobieta, która swoje prawdziwe oblicze skrywa za okularami i maską twardzielki. Rozwód rodziców bardzo wpłynął na jej światopogląd i właśnie przez to Frankie nie wierzy w miłość, romantyczność i te inne bzdety. Muszę przyznać, że naprawdę polubiłam tę bohaterkę, ponieważ mimo swojej pewności siebie wydała mi się najsympatyczniejszą dziewczyną z całej grupki. Być może, kiedy poznam już historie pozostałych jej przyjaciółek, zmienię zdanie? Kto wie ;)

Matt to brat Paige, a jednocześnie przyjaciel Frankie. Gołym okiem można zauważyć, że bardzo zależy mu na dziewczynie i choć sam ma pewne wątpliwości co do rozwoju ich relacji, to jednak stara się on jakoś pchać tę znajomość do przodu. A musicie wiedzieć, że Frankie to dość ciężki orzech do zgryzienia i tak łatwo nie będzie.

Autorka przedstawiła tu romantyczną historię dwojga ludzi, którzy nie do końca tej romantyczności pragną. Powiedziałabym, że jest to kolejna książka wpisująca się w schemat powieści o miłości, ale nie mogę tego zrobić. Bo tak nie jest. Przeczytałam tę książkę w jakieś dwa wieczory, a po jej skończeniu, jeszcze przez jakiś czas o niej myślałam.

Sarah Morgan pisze bardzo dobrze, ma taki przyjemny styl pisania (jeśli mogę to tak nazwać), dzięki któremu książkę się pochłania. Sama historia Frankie i Matta jest zabawna, chwilami smutna, a chwilami denerwująca. Wiem jednak, że na tym polega styl autorki: bawi się ona uczuciami czytelnika, sprawiając, że przeżywa on tyle różnych emocji w trakcie lektury.

Jest to ten typ literatury obyczajowej/romantycznej, który bardzo lubię i który najlepiej mi się czyta.
Z niemal stu procentową pewnością wiem, że sięgnę po kolejne powieści tej autorki, bo Sarah Morgan mnie oczarowała swoim Zachodem słońca w Central Parku.