niedziela, 29 lipca 2018

Miłość szeptem mówiona, Monika Joanna Cieluch

Przed młodą, pełną życia i zbuntowaną Margaret Murphy postawiono ultimatum: albo zgodzi się na wyprawę do kraju swoich przodków i spędzi tam aż trzy miesiące, albo pożegna się z rodzinną fortuną. Na taki pomysł mogła wpaść tylko i wyłącznie jej zwariowana babka, Sophie.
Czy dziewczyna poradzi sobie w zupełnie nowej sytuacji? Czy pobyt w jednej z polskich wsi zmieni jej nastawienie oraz stanie się jej drugim domem?

Już sam opis mnie naprawdę bardzo zaciekawił, ale nie spodziewałam się, że ta książka wzbudzi we mnie aż tyle emocji.

Główna bohaterka, czyli Margaret Megan Murphy, a w Polsce zwana po prostu Gosią, to najbardziej denerwujące stworzenie na świecie. Rozpieszczona, zepsuta i niewdzięczna dziewucha, przez którą miałam ochotę ciepnąć tę książkę w najdalszy kąt.

Mimo tego, że na początku po prostu nienawidziłam tej kobiety, to jednak pod wpływem pewnych wydarzeń, zaszła w niej ogromna zmiana. Na plus oczywiście.

Sophie/ Zofia, czyli babcia Gosi, jest kobietą, która ma za sobą mroczną przeszłość. I nie, nie mówię tu o jakimś morderstwie, czy czymś podobnym. Niespełniona miłość, ucieczka z rodzinnego miasta, ba! z rodzinnego kraju, mocno odcisnęło się na kobiecie. Pewne rzeczy trzymała w sekrecie, a ten sekret znała tylko ona i jej mąż. Rozumiecie? Tyle lat skrywać taką informację przed wszystkimi. Niepojęte.

Nie mogę zapomnieć również o Tomku i Mai. Są to bohaterowie, którzy mieli swój wielki udział w przemianie głównej bohaterki, a zwłaszcza Majka. Jest to tak urocza dziewczyna, że sama chciałabym mieć taką przyjaciółkę. Optymistka, idzie przez swoje życie z wielkim uśmiechem na ustach, a porażki traktuje jako lekcje od życia i nie załamuje się nimi. Kurcze, mało jest takich pozytywnych ludzi, a przynajmniej w moim otoczeniu.

Przechodząc już do fabuły powieści. Mamy tutaj głównie do czynienia z tą przemianą bohatera, a w tym przypadku z przemianą Gosi, która z rozpieszczonej dziewuchy zmienia się w mogę powiedzieć, dojrzałą młodą kobietę, która przestaje brać wszystko za pewnik. Po czasie dziewczyna dochodzi do wniosku, że jednak nie zawsze jest tak jak chcemy i choć z początku bardzo ją to irytowało, to po czasie oswaja się z tą myślą i już nie reaguje na to tak, jak zareagowałaby wcześniej. Czyli obrażaniem się, trzaskaniem drzwiami, wyzywaniem wszystkich, a szczególnie Sophie.

Autorka ma lekkie pióro, a zwyczajną obyczajówkę zmieniła w powieść, która choć jest odrobinę schematyczna, to jednak ma w sobie coś nowego i świeżego. Miłość szeptem mówiona to książka, której się nie czyta, a połyka bo czytelnik jest najzwyczajniej w świecie ciekawy co wydarzy się dalej. Ach, bo bym zapomniała! Oprócz tego, że powieść bardzo wciąga, to na dodatek wywołuje tyle emocji, że to szok. W jednej chwili się śmiałam i było naprawdę zabawnie, zaraz odczuwałam już tylko smutek i czułam łzy pod powiekami, a tu za chwilę byłam naprawdę zezłoszczona.

Na pytanie czy polecam, odpowiadam: tak. Jak najbardziej, czytajcie tę powieść, bo naprawdę warto.


Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Novae Res.