niedziela, 15 lipca 2018

Pogromca lwów, Camilla Läckberg

Po moim ogromnym zachwycie nad Kamieniarzem, postanowiłam sięgnąć po kolejną powieści tej autorki. A jak wyszło nasze spotkanie tym razem?


Jest mroźny styczeń. Z lasu wybiega półnaga młoda dziewczyna. Nadjeżdżający samochód nie jest niestety w stanie ani jej wyminąć ani zahamować. Patrick Hedström zostaje powiadomiony o wypadku, kiedy okazuje się, że potrącona dziewczyna to zaginiona cztery miesiące wcześniej Victora. Młoda dziewczyna padła ofiarą okrutnych zabiegów, a co gorsza- nie tylko ona. W tym samym czasie pisarka Erika Falck bada sprawę sprzed lat, rodzinną tragedię, która skończyła się śmiercią. 

Przyznam się szczerze, że tytuł niekoniecznie mnie zachęcił do lektury tej książki. Dopiero po przeczytaniu opisu, stwierdziłam, że może ta historia przypadnie mi do gustu, tak jak Kamieniarz

Zdecydowanie bardziej zaciekawił mnie wątek z zaginioną Victorią, a moje zaciekawienie wzmogła sprawa z tymi strasznymi obrażeniami, jakie miała nastolatka. Samo czytanie wzbudziło we mnie przerażenie, a co dopiero gdybym miała coś takiego zobaczyć na własne oczy! 

Mniej ciekawym wątkiem była natomiast sprawa, którą zajmowała się ciekawska Erika. Nie wiem czemu, ale zupełnie nie interesowało mnie to, co stało się naprawdę i dlaczego ta pewna osoba zginęła. Myślę, że mogło być to spowodowane tym, że tragedia jaka spotkała Victorię przyćmiła wszystko inne i bardziej chciałam się dowiedzieć rozwiązania tej zagadki. 

Mimo wszystko, bardzo podoba mi się styl autorki oraz to jak umiejętnie przeplata ona kilka różnych historii w swoich książkach, aby je w pewien sposób ze sobą połączyć. Nadaje to im taki niepowtarzalny klimat, a drugą sprawą jest to, że ja po prostu kocham literaturę skandynawską. 

Mam nadzieję, że już niedługo uda mi się sięgnąć po kolejną część serii o Fjällbace.