niedziela, 14 października 2018

Jedno małe kłamstwo, K.A. Tucker

Livie zaczyna studia na Princeton z pewną życiową misją: musi zdać na medycynę, brać udział w uczelnianym życiu, a następnie znaleźć odpowiedniego mężczyznę, za którego kiedyś wyjdzie za mąż. Wszystko to jest, aby sprawić, że ojciec Livie będzie z niej dumny. Dziewczyna jednak nie planuje licznych imprez z galaretkowymi shotami, szalonej współlokatorki oraz poznania piekielnie przystojnego kapitana drużyny wioślarskiej. Ashton jest prawdziwym dupkiem, który posiada wszystkie te cechy, których powinna unikać porządna dziewczyna. Jednak jak to się dzieje, że Livie tak często o nim myśli?

Tytuł oryginału: One tiny lie
Cykl: Ten Tiny Breaths (tom 2)
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 430

Jakieś dwa lata temu czytałam Dziesięć płytkich oddechów, ale niestety nie zachwyciła mnie ta książka. Postanowiłam jednak dać K.A. Tucker jeszcze jedną szansę, no i... Nie zawiodłam się.

Livie jest bohaterką bardzo sympatyczną, z własnymi zasadami, ale nie jest sztywniarą. Umie się bawić, a jej współlokatorka śmiało to wykorzystuje. Jest to młodsza i jednocześnie bardziej zrównoważona z sióstr Cleary. Muszę przyznać, że obawiałam się trochę tego, że nie polubię charakteru tej bohaterki, ale dzięki Bogu- tak się nie stało. Wszystkie wydarzenia przeżywałam równie mocno jak ona, czasami nawet bardziej.

O Ashtonie nie mam zamiaru się za bardzo rozpisywać. Jest to arogancki facet, który może mieć każdą panienkę na zawołanie. Nie martwi się konsekwencjami. Dla niego liczy się tylko i wyłącznie zapomnienie.

Sama tak do końca nie pamiętam, co nie grało mi w poprzedniej części. Przy lekturze Jednego małego kłamstwa, styl autorki bardzo mi przypadł do gustu, a bohaterowie i wydarzenia wykreowane przez autorkę zasługują na order.

Książkę czyta się bardzo, ale to bardzo szybko i naprawdę przyjemnie. Historia wciąga i nie sposób się od niej oderwać. Ja czytałam ją w chwilach przerwy w pracy i uwierzcie mi, że nie koniecznie chciałam wracać do przerwanych czynności. Myślami i tak byłam w Princeton i zastanawiałam się, jakie decyzje podejmie Livie. Jeżeli dzieje się tak przez jakąkolwiek książkę, to oznacza to tylko jedno.

Jest to cholernie dobra książka.