niedziela, 28 października 2018

Zemsta na ekranie, Anna Mentlewicz

Dzień, w którym Stella Lerska poznała Jacka Milińskiego był najgorszym dniem w jej życiu. Mężczyzna wciąż kręci się wokół kobiety, a jego liczne intrygi sprawiają, że kariera dziennikarki wisi na włosku. Jakby tego było mało, w życiu Stelli pojawia się nagle jej ojciec, którego nigdy nie poznała. Kobieta przeżywa niemały szok, kiedy dowiaduje się, z jakiego powodu jej matka zabroniła ojcu kontaktów z córką. Dotychczasowe życie Stelli całkowicie wywraca się do góry nogami.

Cykl: Stella Lerska (tom 2)
Wydawnictwo: Melanż
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 414

Jakiś czas temu pisałam Wam o książce Pewna pani z telewizji. Dziś przygotowałam dla Was recenzję drugiego tomu cyklu o Stelli Lerskiej. Muszę przyznać, że po jej skończeniu jestem w ciężkim szoku.

Po przeczytaniu Zemsty na ekranie muszę przyznać, że bardzo przywiązałam się do Stelli. Mam wrażenie, że to właśnie ta bohaterka nadaje charakteru tej historii i nie wyobrażam sobie, gdyby miało jej nie być. Jestem pod wielkim wrażeniem jej odwagi oraz chęci walki o swoje. Podczas, gdy inni by się załamali takim obrotem spraw, Stella się podnosi z wysoko uniesioną głową i idzie walczyć. Jednak nie można zapomnieć o tym, że za stoczoną bitwę płaci własnym zdrowiem.

W tej części pojawił się nowy bohater. A właściwie to dwóch bohaterów: Miłosz, syn Kornela, a także jego papuga Żakuszka. Tak jak do Miłosza nic nie mam, ponieważ ten bohater jest mi całkowicie obojętny, to do papugi mam dużo... pozytywnych uczuć. Myślę, że autorka genialnie tutaj przedstawiła postać tego niesfornego ptaszyska. Kiedy sytuacja stawała się napięta, słowa wypowiadane przez Żakuszkę były tym, czego potrzeba do rozładowania napiętej atmosfery.

Miałam wrażenie, że tę książkę czytało mi się o wiele szybciej niż poprzednią część. Być może było to spowodowane wydarzeniami, jakie przedstawiła tu Anna Mentlewicz. W pewnym momencie obawiałam się, że nie nadążę z przewracaniem stron, bo byłam tak wciągnięta w akcję. To, co się tutaj działo było jakimś totalnym szaleństwem! Z jednej strony czułam strach o Stellę i o to, co wydarzy się dalej, ale z drugiej byłam ogromnie ciekawa co się wydarzy.

Choć jest to powieść obyczajowa, to pełno w niej wątków niczym z trzymającego w napięciu dobrego thrillera. Jestem pod ogromnym wrażeniem i już nie mogę się doczekać, aż sięgnę po trzeci już tom tej serii. Zakończenie pozostawiło mnie rozbitą i zszokowaną. Aż boję się, co autorka wymyśliła w kolejnej książce...


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję autorce Annie Mentlewicz oraz wydawnictwu Melanż.